Moja mała własna elektrownia wiatrowa

Kilka lat temu zdecydowałem wraz z rodziną zakupić dom. Dom zwykły, kilkudziesięcioletni, z dużą działką. Pierwsze trzy lata były przeznaczone na kolejne etapy remontu. Teraz przyszedł czas na uniezależnienie się od dostawców energii elektrycznej. 

Jak zbudowałem własną elektrownię wiatrową?

własna mała elektrownia wiatrowaStwierdzenie, że ja ją zbudowałem jest nie do końca prawidłowe. Tę kwestię wolałem pozostawić specjalistom w tej dziedzinie. Jest to jednak instalacja elektryczna, która ma być wydajna i bezpieczna a w przypadku, gdybym ja ją budował z bezpieczeństwem mogłoby być różnie. Po podjęciu decyzji o budowie przyszedł czas na znalezienie wykonawcy i to był chyba najdłuższy etap całej inwestycji. Spędziłem kilka miesięcy na sprawdzaniu ofert, wysyłaniu zapytań do firm montażowych, czytałem opinie o kolejnych produktach, dowiadywałem się na jakie urządzenia się zdecydować i pod koniec negocjowałem ceny wykonawstwa. Następnie nastał etap budowy, który trwał w sumie dwa tygodnie, z czego postawienie samych „wiatraków” zajęło tylko cztery dni. Po zakończeniu etapów moja własna mała elektrownia wiatrowa wystartowała i zaczęła produkować energię elektryczną, która jest stale przesyłana do sieci. Mój dom jest również zasilany z sieci, ale w związku z tym, że elektrownia generuje więcej prądu niż ja potrzebuję, stosunek zwrotu do poboru jest dla mnie korzystny przez co zarabiam jeszcze na tym. Nie są to wielkie kwoty, ale doliczając do tego energię elektryczną, którą mam za darmo to co miesiąc posiadam zyski po kilkaset złotych.

Decyzja o budowie przydomowej elektrowni wiatrowej była jedną z najlepszych w moim życiu. Koszty poniesione na budową nie były małe, ale biorąc pod uwagę fakt, że teraz praktycznie nie ponoszę żadnych opłat z tytułu pobierania energii elektrycznej z sieci było warto.